Nasza historia

Wszystko zaczęło się w 2003 roku od z pozoru zwykłego bólu nogi. Wtedy rak zaczynał swoje pierwsze ataki. Badania jasno wskazywały- chłoniak. Szereg kolejnych badań, wizyt u lekarzy i w szpitalu, chemii, by w końcu w 2005 roku doszło
do autoprzeszczepu. Udało się!
Z bratem i mamą w końcu odetchnęliśmy z ulgą, tata w końcu był już z nami. Do tego informacja od lekarza- rak został ostatecznie pokonany.

W sumie dziwne, przecież zawsze istnieje duże ryzyko nawrotu, ale przecież lekarz musi wiedzieć co mówi. Lata mijały, co tym bardziej utwierdzało nas w przekonaniu, że nie mógł on się pomylić. Szczęście trwało do 2015 roku, kiedy wyniki znów zaczęły się pogarszać.
Lekarz, który przyjmował tatę wyraził wielkie zaskoczenie, że po 10 latach jeszcze żyje… okazało się, że ludzie, którzy przechodzą to samo, cud gdy żyją jeszcze 5 lat.
I znów to samo- badania, szpital, chemia, autoprzeszczep i wszystko po to, by rak po 1,5 roku uderzył na nowo. Decyzja: kolejne autoprzeszczep nie ma sensu, potrzebne znalezienie dawcy i przeszczep szpiku.

Dawca jest szukany na całym świecie, musi być bardzo duża zgodność, aby organizm nie odrzucił przeszczepu. Dlatego, gdy tata musi co chwile jechać do szpitala, by otrzymać kolejne osłabiające go chemie, my szukamy kolejnych osób, które pójdą zarejestrować się w banku szpiku, by maksymalnie zwiększyć szanse na znalezienie dawcy, którym tak naprawdę może okazać się każdy!